#dzienzwierszem

32 posts · Last used 11d

Jeszcze się nie zaczął siedemnasty wiek, Jeszcze w sprawach wiary bałagan panuje: W mocy wciąż warszawski dokument, co rzekł, By z Bogiem mógł każdy obcować – jak czuje. Ale już w powietrzu nowy zapach czuć. Święta wiara cierpi! Cóż po dokumentach! Zbór psów luterańskich podpaliła młódź, Gonią protestantów krakowskie chłopięta! Monarcha-katolik łunę w oknie widzi. Dokument, krzyk bitych – płat popiołu w dymie. Nie staną na drodze Niemce ani Żydzi Polskiej racji stanu opartej na Rzymie! Kilka lat minęło. Już hultajstwo wie Kogo bić bezkarnie wolno w swoim kraju. Czasem klasztor szlachcie zdobyć zdarzy się By niewiastę porwać – prawo obyczaju. Ale kto odmówi przysięgi na Krzyż, Albo Trójcy Świętej jak trzeba nie chwali – Tego ty, Polaku, w imię boże zniszcz, Wyrwij język, poćwiartuj, a duszę ocalisz. Monarcha – katolik podpisze pergamin: Wielki plan wymaga jedności Polaków, Czymże dla nich jakiś Kalwin, czy Arianin – Rzym, Uppsala, Moskwa w grę wchodzi – nie Kraków. Moskwa – już niedługo. Moskwę u wrót, Z głodu – katolicki zjada się garnizon. Uppsalę oddala dynastyczny głód, W Rzymie nie tak chętnie już Zygmunta widzą. Wiary Świętej mieczem nie zaniósł na wschód, Łupy zwiózł ze wschodu do nowej stolicy; Ale zapamiętał Azjata ten but, I przestrzegł przed Polską w swojej cyrylicy. Monarcha – katolik od wieków już w trumnie. Nie zdołał na ołtarz rzymskiej wstąpić łaski, Lecz z mieczem i krzyżem stoi na kolumnie, Którą wzniósł – dla zasług – wdzięczny lud warszawski. Kaczmarski #dzieńzwierszem #Kaczmarski
1
0
3
0

Stoi przede mną nalana I słucha mnie tylko ściana i Ściennie drwi z moich zwierzeń

  • A na co liczyłeś, frajerze?

Wyruszam więc w miasta bebechy przeszklone Po drodze monopol - dobry znajomy Noc, flaszka i Tumy i dobrze i sam I krzyczę i wrzeszczę jak prostak, jak cham

Mój rynsztok, mieszczańskie porządki mam gdzieś Te mordy obłudne i puste - pal sześć Wysyłam pijane toasty na świat I za tych popijam, co we mnie od lat

Twoje Kelus - za podróż do Itaki Za młodość - Stachuro Panie Piotrze - za magię i Kraków Panie Marku - za ten pierwszy krok w chmurach Panie Brel - za zbyt późne poznanie Panie Brecht - za piosenki o kurwach I za Twoje, Wołodia, czarne i białe banie Panie Jacku - za trwanie na murach

Mój rynsztok, mieszczańskie porządki mam gdzieś Te mordy obłudne i puste - pal sześć Wysyłam pijane toasty na świat I za tych popijam, co we mnie od lat

Brassens - za język prosty Broniewski - za tumskie dzwony Sergiuszu - za ostatni oktostych Bułat - za modlitwę Villona

Bo co mogę więcej, niż za nich łyk wódki? Dziękując za serca drogowskaz malutki Za myśl, którą dobrze pieśniami mi wbili Pamiętaj, by w życiu nie skurwić ni chwili

Twoje Wołodia - czarne i białe banie Panie Jacku - za trwanie

Wójcik #dzieńzwierszem #Wójcik

4
3
2
0
Znów wędrujemy ciepłym krajem, malachitową łąką morza Ptaki powrotne umierają wśród pomarańczy na rozdrożach Na fioletowo-szarych łąkach niebo rozpina płynność arkad Pejzaż w powieki miękko wsiąka, zakrzepła sól na nagich wargach. A wieczorami w prądach zatok noc liże morze słodką grzywą Jak miękkie gruszki brzmieje lato, wiatrem sparzone jak pokrzywą Przed fontannami perłowymi noc winogrona gwiazd rozdaje Znów wędrujemy ciepłą ziemią, znów wędrujemy ciepłym... ...krajem, malachitową łąką morza Ptaki powrotne umierają wśród pomarańczy na rozdrożach Przed fontannami perłowymi noc winogrona gwiazd rozdaje Znów wędrujemy ciepłą ziemią, znów wędrujemy ciepłym... ...krajem, malachitową łąką morza Baczyński #dzieńzwierszem
2
1
4
0
Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta. Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista, Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd, A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt. Może stąd dla świata tyle z nas pożytku, Że bankierom i skrzypkom nie mówią – ty żydku! Ja bankierem nie byłem ani wirtuozem, Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem I na własnych nogach przekroczyłem Bug Razem z Armią Czerwoną, jako politruk. Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe, Na których się miało oprzeć Odbudowę. A potem mnie – lojalnego komunistę Przekwalifikowali na manikiurzystę. Ja kocham Mozarta, Bóg – to dla mnie Bach, A tam, gdzie pracowałem – tylko krew i strach. Spałem dobrze – przez ścianę słysząc ludzkie krzyki, A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki. W następstwie Października tak zwanych „wydarzeń” Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem. Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak Pisać wprost to, co łatwiej można pisać wspak. Wtedy myśl się zrodziła – niechcący być może – Żem się z krajem tym związał – jak mogłem najgorzej. Za tę hańbę zasługi – Warszawa czy Kraków – Gomułka nam powiedział: – Polska dla Polaków. Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz – Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz. I szli profesorowie, uczeni, pisarze, Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze. W Tel Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd? Nie umiałem, jak on, chwały czerpać teraz Z tego, że się z bankruta robi bohatera. Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów. Mówią: – Czym jest komunizm – ucz Amerykanów. Powiedz im, co wiesz, co na sumieniu masz, A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz. A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa Jak wygląda to, com – niszcząc – budował. I tak sam sobie zgotowałem zgubę: Meloman – nie skrzypek, nie bankier – a ubek; Oficer polityczny – nie russkij gieroj. Ani Syjonista, ani też i goj! Jak ja powiem Jehowie – za mną, Jahwe, stań, Z tą Polską związanym pępowiną hańb! Kaczmarski #dzieńzwierszem
2
0
2
0
Replying to
@Gryficowa@mastodon.social Poeta cierpi za miliony od 10 do 13.20 O 11.10 uwiera go pęcherz wychodzi rozpina rozporek zapina rozporek Wraca chrząka i apiat' cierpi za miliony #DzieńZWierszem
2
0
0
0
Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, Ale w innym sadzie, w innym lesie - Może by inaczej zaszumiał nam las Wydłużony mgłami na bezkresie.... Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd Jęłyby się dłonie dreszczem czynne - Może by upadły z niedomyślnych ust Jakieś inne słowa - jakieś inne... Może by i słońce zniewoliło nas Do spłynięcia duchem w róż kaskadzie, Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, Ale w innym lesie, w innym sadzie... Leśmian #dzieńzwierszem#Leśmian
4
0
3
0
Zawsze cicha jest czułość prawdziwa, Nic jej przed okiem nie skryje. Próżno twoja ręka troskliwa Futrem otula mą szyję. Próżno o miłości wschodzącej Mówisz mi pokornym westchnieniem. O, jak znam uparte, płonące, Twe nigdy niesyte spojrzenie! Achmatowa #dzieńzwierszem#Achmatowa
0
0
0
0
Bimber, szaber, kraj, opatrzność, wszystko na stragany wnoście! Kto przed budą, przed jarmarczną, zardzewiałe gwoździe, gwoździe! Tu - publika, nie ma grandy, jak dasz - dobrze, nie chcesz - nie dasz! Byle obrót, byle handel, świat na sprzedaż, świat na sprzedaż! Kto pół ziemi! Wprost z gwarancji, nie oclonej i bez granic? Do nas, do nas, kombatanci, tu najtaniej, prawie za nic! Tutaj atomowa bomba sprzedaje się z licytacji. Otwieramy nowy lombard: wszechświatowej demokracji! Borowski #dzieńzwierszem #Borowski
0
0
1
0
Ku różnym stronom ściągnęliśmy dłonie, Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024 W różnych mieszkały światach nasze myśli, Oczy ku różnej wyglądały stronie, Jakże, o luba, ku sobieśmy przyszli? Jak gwiazdy, równe wielkością i kształtem, Do przeciwnego wyrzucone biegu, Kiedy je niebo jednostajnym gwałtem Wiecznie odtrąca od każdego brzegu, Wieczni wygnańcy z powszechnego świata, Jestże to dla nich szkodą czy korzyścią, Że wstręt ku wszystkim znowu je pobrata I że się muszą kochać... nienawiścią?... Mickiewicz #dzieńzwierszem #Mickiewicz
1
0
1
0
Facet w moim wieku już coś ma Facet w moim wieku już coś wie Jakieś mieszkanie, furę, psa Poważny błąd nie wchodzi w grę Powiedzmy facet taki jak ja Nie musi walczyć o coś wciąż Dojrzały kwiat – tylko go rwać Nic to, że czyjś tam jestem mąż Po prostu facet taki jak ja Co nie ma włosów albo siwe Zna już kobiety, dobrze zna Tak jak to tylko jest możliwe Koniaczek, lansik, do spraw dystansik Koniaczek, lansik... Po prostu facet taki jak ja doceń, ze możesz mieć go blisko Opowie co w swych widział snach A z oczu ci wyczyta wszystko... Po prostu facet taki jak ja Wie o czym marzy płeć przeciwna Dojrzały jest, ale nie wrak Kochana rwij mnie, nie bądź dziwna Koniaczek, lansik, do spraw dystansik Koniaczek, lansik... Powiedzmy facet taki jak ja weźmie cię w piękny nocny rejs I wciągnie brzuch – ile się da A twarz – klasyczna pokerface Po prostu facet taki jak ja Wysłucha i otuli ręce Od tych gówniarzy więcej da Kochana, tysiąc razy więcej! Koniaczek, lansik, do spraw dystansik Koniaczek, lansik... Powiedzmy facet taki jak ja Kupi ci broszkę i korale Śpiesz się kochana żeby mnie rwać Bo ja już bliżej mam niż dalej Powiedzmy facet taki jak ja powiedzie cię cudowna drogą Wszak pisał z Czarnolasu Jan Że im kot starszy – twardszy ogon Koniaczek, lansik, do spraw dystansik Koniaczek, lansik... No i faceta takiego jak ja Do domu ciągnie jakaś siła Ech, żeby żona nie była zła By się broń Boże nie złościła Jak było – spyta – A nudnawo, Był Piotrek, Krzysiek, mój robaczku Posiedzieliśmy, wypiłem kawę łyk koniaczku... Wiesz muszę jutro rano wstać Położę już się mój okruszku Dojrzały kwiat – tylko go rwać Ceni swą kołdrę i poduszkę... Koniaczek, lansik, do spraw dystansik Koniaczek, lansik... Wójcik #dzieńzwierszem #Wójcik
3
0
4
0
Puszczała się dziewczyna, puszczała z miłości, Puszczała dla pieniędzy, puszczała z litości, Aż taką masę razy upadła moralnie, Że całkiem się skurwiła - i wpadła fatalnie, Albowiem w ciążę zaszła od jednego z gości: Tak powstał SKURWYSYNDYK MASY UPADŁOŚCI. Tuwim #dzieńzwierszem#Tuwim
3
0
2
0
nie chroń mnie Panie od pogardy przed nienawiścią też mnie nie broń bo kiedy cios znienacka w skroń wymierzy ktoś to będzie złość...! drugiej z pokorą nie nadstawię jakeś nauczał jakeś prawił a w odpowiedzi błyśnie nóż z hiszpańskiej stali Anioł Stróż! może ja jestem i poganin nie wszyscy muszą być świętymi gdy ktoś mi w duszę z buciorami jak Boga kocham - krew zadymi! z pokorą raba nie potrafię brać - gdy się ktoś zamierzy - w pysk! widać ułomny jestem Panie... nic tylko usiąść - z żalu wyć więc ty mnie nie chroń od pogardy nienawiść biorę też na siebie tępaków wszystkich którzy raniąc pokątnie modlą się do Ciebie... #dzieńzwierszem#Garczarek
3
0
1
0
W dalekim lesie ciało dogorywa, Wiatr zachmurzony wśród gałęzi śni, Stoisz nade mną cała nieprawdziwa I liczysz moje dni. Brzozy młodnieją i białą bibułką, Bibułką białą łuszczą swoje pnie, Serce zamarło w trwodze przed kukułką, Co już skazała mnie. Ty i kukułka - dwa złowieszcze głosy, Które witają, gdy pożegnać chcą, A wkoło wrzosy, zeszłoroczne wrzosy Całe pokryte rdzą. Banalny pejzaż smuci twarz pobladłą, Sączy się z nieba lazurowy czad. Na mchu pożółkłym białe prześcieradło Zakreśla cały świat. Stoisz i milczysz wątłą swą żałobą, Ale już dla mnie zdasz się garścią mgły, Garścią obłoków, które razem z tobą Płakać aż tutaj szły. Zostaw samego mnie. I bądź szczęśliwa. Słońce zachodzi, więc już idź, już idź! Śmierć to jedyna liryka prawdziwa, Dla której warto żyć. Brzechwa #dzieńzwierszem #Brzechwa
2
0
5
0
Każdy Twój wyrok przyjmę twardy Przed mocą Twoją się ukorzę. Ale chroń mnie Panie od pogardy Od nienawiści strzeż mnie Boże. Wszak Tyś jest niezmierzone dobro Którego nie wyrażą słowa. Więc mnie od nienawiści obroń I od pogardy mnie zachowaj. Co postanowisz, niech się ziści. Niechaj się wola Twoja stanie, Ale zbaw mnie od nienawiści Ocal mnie od pogardy, Panie. Tenenbaum #dzieńzwierszem
4
0
4
0
Winiarz jeden, bliski śmierci, Chcąc nauczyć swoje dzieci, Wszytkich sobie wezwać kazał, Za testament im powiedział Rzekąc: „Pieniądze, którem miał, Na winnicy-m je zakopał; Gdyć umrę, pilnie szukajcie, A co potrzeba, najdziecie”. Oni, gdy tako mniemali, Wziąwszy motyki, kopali; Skarbu nigdziej nie tuczyli, Aż się potym domyślili. Bo winnicę rozkopawszy Wzięli z niej pożytek więtszy: Była ciem zawżdy rodniejsza, W dawaniu wina hojniejsza. A przeto kto chce bogaty być, Oplwawszy ręce, trzeba-ć robić! Orz rolą, kopaj korzenie, Nie troszcz się o dobre mienie. Biernat z Lublina #dzieńzwierszem
4
0
3
0
W skwarne białe południe złotych dni upalnych, Gdy suchy piach asfaltów stopy moje mazał, Na rogu najludniejszej, spiętrzonej ulicy Połknęła mnie tropikalna oaza „Handel towarów kolonialnych”. Purpurowy eunuch w fartuchu subiekta Odważa w grubych rękach pachnący cynamon. Orzechy, wyłażące z skorup jak ostrygi, Długie pudła daktyli jak lepkie insekta I figi, słodkie prasowane figi! Dlaczego mi nie kupisz ich już nigdy, mamo? O wonne lasy kawy, lasy bez zieleni! Czarne plantacje pieprzu, ustawione w workach! Jak to dobrze, że wszyscy jesteśmy szaleni I jutro się spotkamy na mitingu w tworkach! Smukłoudo brunetko, przeźroczysta w talii, Do ramienia kochanka przytulona czule, Bardziej mi jesteś goła w swoich taftach libelule Niż nagie Papuanki północnej Australii. Po coście się schowali w domku swego ronda, Ledwie ozory żaru rozorały lazur? Wisi nad wami w górze i z nieba spogląda Krwawe sapiące słońce, wielkie jak parasol/ Od skwaru się zajęły rozgrzane chodniki I powietrze jest pełne drobnej złotej sadzy… Jutro, o siódmej z rana Zagłuszą turkot nasze tryumfalne krzyki: Wybiegniemy na ulice zupełnie nadzy W białych oślepiających turbanach. Jasieński #dzieńzwierszem#Jasieński
1
0
1
0
Zawsze twierdziłem że los to zły kawał Że po co ryba jeżeli jest kawior Że z wszystkich stylów ostanie się gotyk Bo stercząc nie naraża na kłujący dotyk Siedzę przy oknie glony za nim mokną Kochałem ludzi niewielu lecz mocno Sądziłem że od lasu większe jest polano Że po co całe dziewczę jeśli jest kolano Że zaprószone pyłem z podkopów historii Oko Rosji odpocznie na cyplach Estonii Siedzę przy oknie umyłem naczynia Szczęście już się skończyło nic się nie zaczyna Sądziłem że w żarówce widać męki płócien Że akt miłosny winien stworzyć własną mowę Że wbrew Euklidesowi gdy coś zwężę w stożek Nie tyle z tego zero ile chronos stworzę Siedzę przy oknie wspominam dni młode To się uśmiechnę to znów splunę na podłogę Pisałem że liść każdy to pączka zniszczenie Że w niewłaściwą glebę upadłszy nasienie Nie puszcza pędów toteż łąka czy polana Świadczy że się przyrodzie zdarzył grzech Onana Siedzę przy oknie zaciskając wargi Cień mój towarzysz na ścianie się garbi Pieśni mojej motywu brakowało Ale nie na chór jest pisana nie dziwię się wcale Że mi w nagrodę za takie podarki Nikt swoich nóżek nie kładzie na barki Siedzę przy oknie morze stary raptus Grzmi za storami i za świstem wiatru Znając nasze dość niskogatunkowe czasy Przybijam dumny stempel towar drugiej klasy Na swe najlepsze myśli i niech jutro młode Przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech Siedzę w ciemności i nie gorsza pewno Ciemność w pokoju niż ciemność na zewnątrz Brodski #dzieńzwierszem#Brodski
0
0
1
0
Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził. Nie był płaczem dla niego, chociaż mógł być o nim. To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi. I półprzytomny wstyd: że ona tak się trudzi, to, co tłumione, czyniąc podwójnie tłumionym przez to, że w nocy płacze. Nie jej płacz go zbudził: ile więc było wcześniej nocy, gdy nie zwrócił uwagi – gdy skrzyp drewna, trzepiąca o komin gałąź, wiatr, dygot szyby związek z prawdą ludzi negowały staranniej: ich szmer gasł, nim wrzucił do skrzynki bezsenności rzeczowy anonim: „Płakała w nocy, chociaż nie jej płacz cię zbudził”? Na wyciągnięcie ręki – ci dotkliwie drudzy, niedotykalnie drodzy ze swoim „Śpij, pomiń snem tę wilgoć poduszki, nocne prawo ludzi”. I nie wyciągnął ręki. Zakłóciłby, zbrudził toporniejszą tkliwością jej tkliwość: „Zapomnij. Płakałam w nocy, ale nie mój płacz cię zbudził. To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi Barańczak #dzieńzwierszem#Barańczak
2
0
1
0
Na rzeczy nasze kiedyś spadł Drobniutki piasku osad — Może go przyniósł jakiś wiatr, A może z deszczem pierwszym spadł, Kiedy dymiła Mleczna Szosa? Dziś pochylamy z trudem głowę Oddechem płucząc nalot piasku, By rzeczy nasze oczyszczone słowem Nabrały blasku. Grochowiak #dzieńzwierszem#Grochowiak
0
0
0
0