W dalekim lesie ciało dogorywa, Wiatr zachmurzony wśród gałęzi śni, Stoisz nade mną cała nieprawdziwa I liczysz moje dni. Brzozy młodnieją i białą bibułką, Bibułką białą łuszczą swoje pnie, Serce zamarło w trwodze przed kukułką, Co już skazała mnie. Ty i kukułka - dwa złowieszcze głosy, Które witają, gdy pożegnać chcą, A wkoło wrzosy, zeszłoroczne wrzosy Całe pokryte rdzą. Banalny pejzaż smuci twarz pobladłą, Sączy się z nieba lazurowy czad. Na mchu pożółkłym białe prześcieradło Zakreśla cały świat. Stoisz i milczysz wątłą swą żałobą, Ale już dla mnie zdasz się garścią mgły, Garścią obłoków, które razem z tobą Płakać aż tutaj szły. Zostaw samego mnie. I bądź szczęśliwa. Słońce zachodzi, więc już idź, już idź! Śmierć to jedyna liryka prawdziwa, Dla której warto żyć. Brzechwa #dzieńzwierszem #Brzechwa